Skończył się czas wakacyjnych wspomnień, zbliża się połowa września, niektórzy znają już plan lekcji na pamięć, inni nie mogą spać w sobotę i w niedzielę, przyzwyczajeni do wczesnego wstawania od poniedziałku do piątku – to znak, że rok szkolny ruszył pełną parą. Niedługo pewnie przeczytacie na stronie internetowej szkoły, że jeszcze niedawno był wrzesień, a tu już październik; i dalej: był październik, jest listopad. Czas płynie nieubłaganie.
Zawsze we wrześniu chodzi mi po głowie piosenka Jeremiego Przybory pt. „Pejzaż bez ciebie”. Słowa w niej zawarte najlepiej oddają zmiany zachodzące wokół nas:
Wrzesień jak dywan, jakich nie bywa często ostatnio - płowo-zielony dywan zdobiony słońcem dostatnio. Pejzaż gorący rżysk i stygnących gwiazd w zimnym niebie - smutku, co zawisł kluczem żurawi (…) Na horyzoncie |
Wrzesień, to preludium jesieni, przyzwyczaja nas, stopniowo, do zimnych ranków, wieczorów i nocy, do wczesnych zachodów słońca i zeschłych liści plączących się między nogami na chodniku. Są też jednak momenty buntu: bezchmurne niebo pozwala słońcu ogrzewać starą ziemię, a cała przyroda zdaje się kpić z nadchodzącego nieuchronnie sześciomiesięcznego snu.
Tak było w niedzielny poranek jedenastego września, tuż po wschodzie słońca. Zobaczcie sami.
Tak było w niedzielny poranek jedenastego września, tuż po wschodzie słońca. Zobaczcie sami.
Piotr Pałac
fot. Piotr Pałac