Myślę, że 26 maja powinien się zwać Dniem Mamy. Słowo “mama” bardziej oddaje to, kim ona jest dla nas. No właśnie, kim jest? Przede wszystkim to ktoś pierwszy, towarzyszy nam bowiem już przez dziewięć miesięcy, gdy, bezpieczni, przebywamy w jej brzuchu. Troszczy się i martwi. Potem nas rodzi, wychowuje, dba, towarzyszy do końca. Nie czekajmy z miłością do 26 maja, nie czekajmy z miłością i szacunkiem do jej starości. To za późno. O wiele za późno. Bardzo za późno. Spójrzmy na siebie i swoje życie z oddali, zobaczmy nieprzespane noce, łzy, wózek wnoszony po schodach, zmartwienia z powodu naszych ocen czy zachowania, zobaczmy wyprasowane ubrania, ugotowane obiady, posprzątane mieszkania, wreszcie zobaczmy, jak pilnuje naszych dzieci. Jest obecna w całym życiu. Więc? Rzuć wszystko i idź jej powiedzieć, że dziękujesz, że ją kochasz. Teraz! Niech Ci towarzyszy ta melodia (jak poszukasz, to znajdziesz tłumaczenie w sieci):
Piotr Pałac